Geoblog.pl    KarolTP    Podróże    Singapur - Tajlandia - Kambodża    Zwiedzanie centrum (Chinatown + Marina Bay + Gardens by the bay + Orchard Rd)
Zwiń mapę
2016
30
paź

Zwiedzanie centrum (Chinatown + Marina Bay + Gardens by the bay + Orchard Rd)

 
Singapur
Singapur, Singapore
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 10595 km
 
Po hostelowym śniadaniu (chleb tostowy z tragicznym dżemem i nutellą z wielkich słojów) spotykamy się w lobby z Kinley'em, kolegą Singapurczykiem, poznanym przez jednego z nas 10 lat wcześniej na Work&Travel w USA. Po krótkiej gadce zapoznawczej i określeniu naszych celów pakujemy się w siedmioro do jego osobówki i ruszamy do Chinatown, gdzie na drugim piętrze People's Park Centre ogarniamy tańsze bilety na interesujące nas atrakcje (Oceanarium i Gardens by the bay). Dziwaczne to było rozwiązanie, biuro w chińskiej dzielnicy działało całkowicie legalnie a sprzedawało bilety o 1/3 tańsze od ceny nominalnej. Tam wymieniliśmy też pieniądze.

Dalej, przechodząc jeszcze przez People's Park Complex ruszyliśmy do serca Chinatown, pokręcić się trochę i zobaczyć to i owo.
Włócząc się po uliczkach handlowo-knajpianych zaliczamy więc kolejno Buddha Tooth Relic Temple (gdzie pierwszy raz spotykamy się z koniecznością okrycia ramion), Sri Mariamman Temple (gdzie pierwszy raz spotykamy się z obowiązkiem pozostawienia obuwa na zewnątrz) i meczet Jamae Chulia (gdzie nic nie trzeba). Wizytę w Chinatown podsumowujemy eksperymentalnym lunchem w składającym się z - na oko - 100 barów/kuchni Maxwell Road Hawker Food Centre, w którym każdy znalazł potrawę mniej lub bardziej mu odpowiadającą :).

Z Chinatown ruszamy w kierunku Śródmieścia. Z każdym metrem zmienia się otoczenie. Po kolei wyrastają olbrzymie wieżowce. Na mnie, szczególnie, że nigdy nie byłem w USA robiło to spore wrażenie. Dodatkowo wiele z nich miało bogato rozwiniętą zieleń na balkonach, patio, dachach itp. Robiło to olbrzymie wrażenie.

Olbrzymie wrażenie robił też absolutny spokój na ulicach. Były one szerokie, dostosowane do sporej liczby aut, których jednak było malutko. Z tego co się dowiedzieliśmy to przez regulacje rządowe dotyczące ich ilości. W zamian Singapurczykom zaoferowano wspaniale rozwiniętą komunikację autobusową i metro. Jak na taką metropolię było więc stosunkowo cicho. Dodatkowo było też bardzo czysto, ale tutaj nie ma się co rozpisywać, z tego Singapur przecież słynie.

Po mniej więcej pół godzinnym spacerze doszliśmy nad Singapore River, a po krótkim odpoczynku nad jej brzegiem przed Cavenagh Bridge i Anderson Bridge dotarliśmy pod Merlion - pół lwa, pół rybę, symbol Singapuru. Po drugiej stronie Marina Bay widzieliśmy wspaniały hotel ze statkiem na dachu - Marina Bay Sands, po prawej imponujące wieżowce a po lewej futurystyczne bryły teatru Esplanade a także położone na wodzie boisko piłkarskie oraz Diabelski Młyn (Singapore Flyer) w tle.

Widokiem tym postanowiliśmy ponapawać się przy piwku, jednakże cena wynosząca 12 SGD za małą puszkę szybko zweryfikowała nasze pragnienia :).

Po krótkim odpoczynku "na sucho", co w olbrzymim upale nie było najprzyjemniejszym doznaniem, ruszyliśmy na spacer w kierunku Marina Bay Sands i położonych za hotelem Gardens By The Bay. Po drodze, na ulicznym stoisku zaopatrzyliśmy się w bezalkoholowe napoje.

Na pierwszych piętrach MBS znajduje się m.in. kasyno i ekskluzywne centrum handlowe a przechadzając się nim zobaczyliśmy pierwszą w tym roku choinkę. Pasowała tam jak pięść do nosa :).

Chociaż Gardens By The Bay mieliśmy odwiedzić wieczorem (pokazy świateł) to jednak chcieliśmy obejrzeć za dnia, bez tych wszystkich laserów i migotek. Połączenie futurystycznych, olbrzymich sztucznych drzew z bardzo przyjemną zielenią naturalną i wodą robiło wrażenie. Dodatkowo wzrok przykuwały ciekawe elementy małej architektury.

Spacer po GBTB był jednak dość szybki, gdyż byliśmy umówieni z singapurskimi kolegami na piwo na Orchard Road, głównej arterii handlowej miasta. Tam po krótkich poszukiwaniach trafiliśmy na siebie, przy okazji poznając nowego kolegę, pracującego w ambasadzie Singapuru na Filipinach, Davida. Chłopaki zaprosili nas na mały obiad, który opiliśmy singapurskimi Tigerami. Koledzy powspominali amerykańskie czasy i po około półtorej godziny, gdy zrobiło się już ciemno, wróciliśmy do Gardens By The Bay. Te przywitały nas festiwalem kolorów i...sporą kolejką na kładkę pomiędzy "drzewami", na którą mieliśmy bilety. Ostatecznie większość muzyczno-świetlnego show obejrzeliśmy z dołu a jedynie część z kładki. Spodobało się nam to jednak na tyle, że zostaliśmy na kolejny pokaz, tym razem zajmując leżące miejsce na trawniku.

Pół godziny po pokazach w GBTB odbywać miał się pokaz laserowy w Marina Bay. Ruszyliśmy więc tam czym prędzej. Początkowo byliśmy mocno zdziwieni, bo nie działo się absolutnie nic, jednak zbierająca się publika zwiastowała, że coś jednak będzie. Kiedy mieliśmy już sobie pójść, bo robiło się bardzo późno i zmęczenie dawało o sobie znać rozpoczął się show. Był totalnie niesamowity. Na oparach mgiełki wodnej lasery w cudownej jakości wyświetlały historię życia człowieka (motyw przemijania), do tego świetnie dobrana muzyka. Z perspektywy czasu uważam, że to najlepsza rzecz jaka spotkała nas w Singapurze.

Było już około 22, więc po odstaniu w kolejce po bilety na metro wróciliśmy na naszą sypialnianą dzielnicę Geylang (tak, brzmi strasznie;p), gdzie przed snem wkąsiliśmy jeszcze małe co nie co w tej samej restauracji co poprzedniego dnia.





 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
KarolTP
Karol
zwiedził 7.5% świata (15 państw)
Zasoby: 166 wpisów166 3 komentarze3 363 zdjęcia363 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
20.06.2016 - 29.06.2016
 
 
28.10.2016 - 21.11.2016
 
 
25.07.2013 - 27.07.2013